Catharsis of San Miguel

Catharsis of San Miguel

 

 

San Miguel was CHALLENGING. I am not the big fan of this word but in this case it is the only word that can describe our situation best. Flores was a weird place. The atmosphere there was overwhelming and we were not resistant to it from the first moment. It made an impression that stayed with us till the last breath of floreses or floresian air. That in combination with the light that was present even when the fog was torturing us made taking photos fun. But San Miguel was a hell. It was more civilised one could almost say it was normal, maybe to normal. We knew we want to do a lot of landscape photos because there are some amazing spots that we googled before. But what we did not count with was 5 days of horrible light. I mean really horrible, flat, no light days with fog and rain. And try to take a landscape photo of laguna when you are standing on the top of it and all you see is tips of your feet.

And I am not joking here. We got of the car once, actually first and last time that we got of the car together because it was the only time Little L slept in his car seat, to have romantic one minute hand in hand  look “down” to the white void where we knew is a lagoon and when we were taking 10 steps back to the car Mr.B in an unexpected panic attack almost broke window to a car that was not ours. He panicked that he locked Little L together with the keys inside. Well two white cars in a white fog make even the toughest guy go crazy. I could not hide my shock though cause the other car of course did not contain any baby and non of the terrible mess that our car was happy to host. And also that was the first time I’ve seen Mr.B having his sci-fi movie in front of his eyes, I thought I was the one who rules this discipline  in our family.

Well those 5 days of terrible light condition took its toll on our mental health. We visited shopping mall twice!!!!! I fell into depression cause I did 5 photos of Leo sitting on sofa with a stainer on his head first morning and that is all I had on my card five days later. I fell in depression which developed into numb resignation. Mr.B was angry and  blaming himself for making wrong decision wasting money and time going off season to Azores and Little L was teething. Under this burdensome circumstances we ended up having second biggest fight in our five years long common history. Whereby the first serious fight we had was sort of ridiculous, as it happened shortly after we got married and we were arguing because I wanted to get divorced, as I felt that marriage cause our relationship lose its spicy undertone. This argument was something else.  Our own frustrations cranked up some hidden suppressed emotions and the volcano that erupted led us to the situation almost as dramatical as I remember from argentinian soap operas. We both were surprised what kind of theatre we are capable of and I am most thankful for no neighbours in the hotel.

Anyway the next day we woke up fresh and emotionally clean all ready to defeat the photographic impotency of last days. I ended up doing some photos which I did not believe to be worth even downloading as I still felt little bit in agonic cramp but after Mr.B took a look at them and reassured me that it is not completely lost battle I made the final selection that I can even present under my name .

San Miguel you were tough on us :)

 

————————————————————————————————————————————————

 

Katharsis w San Miguel

Pobyt w San Miguel był WYZWANIEM. Nie jestem wielką fanką tego słowa, ale w tym wypadku jako jedyne najlepiej opisuje naszą sytuację. Flores było dziwnym miejscem. Panowała tam przygnębiająca atmosfera i od samego początku nie udało nam się jej przeciwstawić. Wywarła na nas wrażenie, które pozostało aż do ostatniego oddechu floresiańskim czy floresyjskim powietrzem. Dziwna atmosfera, światło, przebijające się przez mgłę, która nas torturowała, to wszystko sprawiło, że robienie zdjęć stało się dobrą zabawą. Ale San Miguel to było piekło. Bardziej cywilizowane, niż się spodziewaliśmy, a do tego normalne, zbyt normalne. Chcieliśmy zrobić dużo zdjęć przyrody, bo przed wyjazdem znaleźliśmy w Google mnóstwo pięknych miejsc. Ale to, czego nie przewidzieliśmy, to 5 dni okropnego światła. Naprawdę okropnego, płaskiego, żadnego słońca we mgle, ani deszczu. Spróbuj zrobić zdjęcie laguny, kiedy stoisz na jej szczycie i jedyne, co widzisz, to czubki twoich stóp. 


I wcale tu nie żartuję. Raz wyszliśmy z samochodu, a właściwie pierwszy i ostatni raz, kiedy wyszliśmy razem z samochodu, ponieważ była to jedyna okazja, kiedy Mały L. zasnął w foteliku i chcieliśmy spędzić romantyczną minutę, patrząc w białą pustkę, gdzie wiedzieliśmy, że jest laguna, ale kiedy cofnęliśmy się 10 kroków do samochodu, Pan B. w nieoczekiwanym ataku paniki chciał wybić komuś szybę. Przestraszył się, że zatrzasnął Małego L. razem z kluczykami. Dwa białe samochody w białej mgle sprawiają, że nawet największy twardziel zwariuje. Nie mogłam ukryć mojego zdziwienia, szczególnie że w tym drugim samochodzie nie było ani dziecka, ani całego tego, okropnego bałaganu, który nasz samochód z radością gościł. To był pierwszy raz, kiedy na moich oczach, Panu B. włączył się jego film science fiction, a myślałam, że to ja rządzę w tej dyscyplinie w naszej rodzinie. 


Te 5 dni okropnego światła odbiły się na naszym zdrowiu psychicznym. Poszliśmy dwa razy do centrum handlowego!!!!! Wpadłam w depresję, bo pierwszego dnia zrobiłam 5 zdjęć Leo, jak siedział na kanapie z sitkiem na głowie i to jedyne, co miałam na karcie pięć dni później. Wpadłam w depresję, która przerodziła się w odrętwiałą rezygnację. Pan B. był zły i obwiniał siebie za nietrafione decyzje i za to, że zmarnowaliśmy pieniądze oraz czas, jadąc na Azory poza sezonem, a Mały L. ząbkował. W tej uciążliwej sytuacji skończyło się na tym, że odbyliśmy drugą, największą kłótnię w ciągu całej, naszej pięcioletniej historii. Pierwsza nasza poważna kłótnia była dość absurdalna i wybuchła dopiero co po ślubie, ponieważ ja chciałam się rozwieźć, mówiąc, że ślub pozbawił nasz związek pikanterii. Ale druga kłótnia była inna. Nasza frustracja wyzwoliła jakieś skrywane, stłumione uczucia, a wulkan, który wybuchł spowodował sceny tak dramatyczne, jakie pamiętam z argentyńskich oper mydlanych. Oboje byliśmy zaskoczeni, że jesteśmy zdolni do tak teatralnych gestów i jestem bardzo wdzięczna za brak sąsiadów w hotelu. 


Następnego dnia obudziliśmy się wypoczęci i oczyszczeni emocjonalnie, gotowi, żeby pokonać fotograficzną niemoc ostatnich dni. Zrobiłam trochę zdjęć, ale myślałam, że nawet nie warto je przegrywać na komputer, bo nadal czułam, że jestem w agonicznym skurczu, ale kiedy Pan B. na nie spojrzał uspokoił mnie, mówiąc że nie jest tak źle. Po ostatecznej selekcji wybrałam kilka ujęć, pod którymi nawet mogę się podpisać. 


San Miguel dałeś nam w kość :)

Tłumaczenie: Weronika Makowska

 

 

DSC04957

DSC04969

DSC04974

DSC04976

DSC04977

DSC04970

DSC04972

DSC04975

DSC04965

DSC04821

DSC04995

DSC04848

DSC04895

DSC05023

DSC04876

DSC05027

DSC05150

DSC05393

DSC05092

DSC05169

DSC05189

DSC05216

DSC05364

DSC05122

DSC05098

DSC04983

DSC09687

DSC05075

DSC05120

DSC05388

DSC05370

DSC05135

DSC08886

DSC05047

DSC05056

DSC05126

DSC05335

DSC05271

DSC05273

DSC05232

DSC04936

 

 

 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
4 Comments
  • You make my days with your posts, such a funny presentation of unfunny situation. I had the same conversation with Tomasz, I wanted to get divorced not because I don’t love him but I thought that could be a good joke on all the people pushing on marriages. We could say that we are divorced but still together and it’s cool. Well, Tomasz didn’t like the idea at all. Pictures are great. I read the text and then was curious of pictures not really worth showing but I think you’re crazy :)

  • Mon says:

    I could quite happily read about your family every single day.. You have such a knack for finding a subtle humour and interesting observations where not many would think either are to be found.

    Wishing you good light at the next stop (even if clearly you don’t need it to capture stunning images)!

  • Renia says:

    dobrze, że wszystko dobrze się skończyło, zdjęcia gites :)


Leave a comment

Your email address will not be published.


Post Comment

I don't want my life to be a reason for other's life to be a suffering that is why I am vegan and that is how I want to raise my son. I love my little family, birds, rainy days and life on the road. I believe in life before death :).


Categories
RECENT POSTS

Japan video

May 24, 2017

New Zealand video

April 26, 2017

Japan

September 21, 2016

New Zealand

August 2, 2016

Sicily

February 24, 2016
Recent Comments
instagram feed

    Archives