witoszyn

witoszyn

 

 

It is hard to believe that last time I posted photos on my blog was over a year ago.

I’d like to start taking care of this little place of mine again.

But it is damn hard. The brake was so long.

I wanted to come back couple of times, and it almost felt like getting back with somebody I broke up with. Than I started asking myself questions, a lot of question that remained without answers and I just could not. I still don’t have those answers and questions keep popping out in my head. I am unsure, mixed up, little disoriented and overall I feel like an elephant trying to feel comfortable in a tiny traffic shop.

Last year was very difficult. For me it was probably the most difficult year so far in many ways. I stopped blogging and doing almost everything that made me the person I was due to our life situation. I was fighting a personal crisis, we were trying to make our relationship work and there were times when all I could think about was to just keep it all together till the next morning.

When some things loosened up a bit I wanted to step back on the track and I realised it does not work that way. You cant just leave a train and than after 10 months jump on the same one like nothing happened. I felt like I am standing in the middle of nowhere without any idea where to go or what to do. And I simply could not figure out what kind of sense this makes.

Why should I be back and be back to what exactly. Why should I share my life, my privacy, my fears, my pain, my happiness with somebody out there. Why should I write these posts and show pictures of our life. I was confused, I felt like I owe that to somebody, some abstract faceless persona out there, and at the same time there was sort of my inner rebellion towards that senseless feeling telling me that on the contrary I don’t owe anything to anybody and it is just me and thats it.  How should I start doing that again and WHY.

So I did not force anything. I copied photos from my the card to the computer, many times without even looking at them, moved them into new folders, named them, categorised them, closed them and forgot them. There was no need to share myself. And many times I was also questioning my right to share bits of Leo’s world with anybody out there.

And where am I now? I still have no idea. But I guess that it is all part of some healing process and therapy, of moving forward.

I am here to see if that makes any sense or if I just have to move on with things in a different way. If this will make me feel OK,  if there is anything I have to say to myself and to incidental you, if there is anybody out there who wants to listen at all, and if that is important after all.

One year can be so short and so long, so meaning less and meaning full. One year can be a lifetime.

Or maybe I am simply strong enough again to stand the judgements of strangers who don’t know me at all and to whom I am exposing myself voluntarily.

PS: Last weekend we spent in a small wooden house in Witoszyn. When we packed on Monday morning and were about to leave, Leo hid himself in the corner and said he does not want to go back to Warsaw and he wants to live in the woods. That made me very happy. I think he also felt the magic of that gloomy atmosphere.

————————————————————————————————

Ciężko uwierzyć że od ostatniego razu kiedy wrzuciłam zdjęcia na bloga minął rok.

Chcę znowu zacząć dbać o to moje miejsce.

Ale to cholernie trudne. Przerwa trwała za długo.

Chciałam zacząć pisać kilka razy i czułam się prawie, jakbym miała wrócić do kogoś, z kim zerwałam. Zaczęłam zadawać sobie pytania, wiele pytań, które pozostawały bez odpowiedzi i nie dałam rady. Nadal nie mam odpowiedzi i pytania wciąż pojawiają się w mojej głowie. Jestem niepewna, zagubiona, trochę zdezorientowana i ogólnie, czuję się jak słoń, który próbuje poczuć się komfortowo w kiosku ruchu.

Zeszły rok był bardzo trudny. Pod wieloma względami, chyba najtrudniejszy ze wszystkich. Z powodu naszej sytuacji życiowej, przestałam pisać bloga i robić wszystko to, co sprawiało, że jestem tym, kim jestem. Zmagałam sie z wewnętrznym kryzysem, próbowaliśmy uratować nasz związek i bywały chwile, kiedy myślałam tylko o tym, żeby dotrwać do następnego dnia.

Kiedy tylko wszystko wyluzowalo odrobinę, chciałam znów wrócić do gry, ale zdałam sobie sprawę, że to nie takie proste. Nie możesz tak po prostu wysiąść z pociągu i po 10 miesiącach, wskoczyć do tego samego przedziału, jak gdyby nigdy nic. Czułam się, jakbym stała na jakimś pustkowiu i nie miała żadnego pojęcia, dokąd iść, ani co robić. Cały czas nie wiedziałam, czy to wszystko ma jakiś sens.

Dlaczego miałabym wrócić i do czego tak naprawdę. Po co miałabym dzielić się moim życiem prywatnym, obawami, bólem, szczęściem z obcymi ludźmi. Po co pisać posty i pokazywać zdjęcia z naszego życia. Miałam mętlik w głowie, czułam się, jakbym była komuś coś winna, jakiejś abstrakcyjnej osobie bez twarzy i w tym samym czasie, odzywał się we mnie głos buntu, sprzeciwiający się temu wszystkiemu, który mówił mi, że wręcz przeciwnie, nikomu nie jestem nic winna, jestem tylko ja i to wszystko. Jak mam zacząć od nowa i DLACZEGO.

Nie chciałam robić niczego na siłę. Wiele razy zgrywałam zdjęcia z karty pamięci na komputer, nawet ich nie oglądając. Kopiowałam je do nowych folderów, nazywałam je, przydzielałam do różnych kategorii, zamykałam i zapominałam o nich. Nie miałam potrzeby dzielić się mną. I wiele razy zastanawiałam się, czy mam prawo dzielić się z kimkolwiek strzępkami świata Leo.

Gdzie teraz jestem? Nadal nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że to wszystko jest częścią procesu leczenia, terapii i podążania naprzód.

Piszę, żeby zobaczyć, czy to ma sens albo czy powinnam pójść w innym kierunku. Czy to sprawi, że poczuję się lepiej, czy mam coś do powiedzenia sobie i przypadkowemu tobie, czy jest w ogóle ktoś, kto chce słuchać i czy ma to jakieś znaczenie.

Rok może oznaczać bardzo krótko albo bardzo długo, może być znaczący lub zupełnie nieistotny.

Jeden rok może być całym życiem.

A może po prostu czuje się znowu na tyle silna, żeby znieść ocenę obcych ludzi, którzy mnie nie znają i przed którymi obnażam się z własnej woli.

PS. Zeszły weekend spędziliśmy w małym, drewnianym domku w Witoszynie. Kiedy w poniedziałek rano spakowaliśmy się i mieliśmy wyjeżdżać, Leo schował się w kącie i powiedział, że nie chce wracać do Warszawy, chce mieszkać w lesie. Bardzo mnie to ucieszyło. On chyba też poczuł magię tej ponurej atmosfery.

Tłumaczenie: Weronika Makowska

02_16_kazimierz_0206116

02_16_kazimierz_0206137

DSC06248

02_16_kazimierz_0206130

DSC06253

DSC06236

DSC06205

DSC06200

DSC06171

02_16_kazimierz_0206080

02_16_kazimierz_0206143

02_16_kazimierz_0206099

DSC06175

02_16_kazimierz_0206091

DSC06187

02_16_kazimierz_0206113

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
I don't want my life to be a reason for other's life to be a suffering that is why I am vegan and that is how I want to raise my son. I love my little family, birds, rainy days and life on the road. I believe in life before death :).


Categories
RECENT POSTS

Japan

September 21, 2016

New Zealand

August 2, 2016

Sicily

February 24, 2016

witoszyn

February 16, 2016

first trip of 2016

February 3, 2016
Recent Comments
instagram feed

    Archives